Jaki sens mają konkursy? – opinia

Przemek Iwanek

Z tym pytaniem spotkałem się ostatnio nader często, a to dlatego, że wspólnie z Mateuszem Puśleckim przewodniczyłem komisji sędziowskiej nowego konkursu Greater Poland Beer and Cider Cup. Była więc okazja do licznych rozmów o konkursach, zwłaszcza tych poświęconym zawodowcom (konkursy piw domowych to osobny temat).

Z natury jestem skromny, więc takie głębokie pytania o istotę wszechrzeczy wprawiają mnie w zakłopotanie. Każą mi bowiem stawiać się w pozycji osoby obdarzonej wiedzą wszelką, a ja na męża opatrznościowego średnio się nadaję. Są osoby, które doskonale się czują w mówieniu innym jak trzeba żyć i robią to z wielką przyjemnością. Ja – niekoniecznie. Ale skoro jestem do tablicy wywoływany, to powiedzieć coś trzeba. Piszę zatem publicznie, z nadzieją na rozwianie wszelkiej wątpliwości.

Po co żyć, skoro nic nie ma sensu?

Nihilizm, pesymizm, depresja i narzekactwo. Nie poznasz prawdziwej głębi tych słów, jeżeli nie mieszkasz w kraju nad Wisłą. Po co robić konkursy? Pytanie jest, jak sądzę, głęboko filozoficzne, a kryje się za nim nasze ulubione narodowe przekonanie, czyli: nie da się.

Kocham nasz kraj i nasze tradycje. Jednak w tym przypadku owa fraza wydaje mi się mocno nie na miejscu. Zwłaszcza, jeśli jest wypowiadana przez właścicieli browarów. Bo skoro uznałeś za stosowne otworzyć browar, zatem uznajesz sens jego istnienia. Wypada więc, ponownie zgodnie z logiką, byś uznał również i inne byty przez człowieka stworzone. Być może one również mają sens, choć niekoniecznie go dostrzegasz.

Głęboki nihilizm aksjologiczny to niewątpliwie urocza rzecz, ale mało przydatna w prowadzeniu biznesu. Zatem apeluję o nieco wiary w powodzenie.

Po co komu tyle konkursów?

Mogę zapytać: a po co komu tyle browarów? Trzech producentów w Polsce zupełnie by wystarczyło.

To sarkazm, oczywiście. Faktem jest, że nadmiar konkursów mógłby teoretycznie wpływać negatywnie, bo rozdrobnienie, osłabianie siły nagrody i tym podobne sprawy. Ale przy pięciu konkursach w Polsce, które mamy obecnie – póki co nie ma o czym mówić.

Dodam tylko, że konkurencja często wychodzi na zdrowie, bo zmusza do dbania o poziom. Co w przypadku monopolu nie jest konieczne (pozdrawiam Polskie Koleje Państwowe).

Przyszłość to nie jest to, co dziś jesz na obiad

Nie słyszałem, żeby browar który wygrał konkurs sprzedał dużo tego piwa” – taki argument słyszałem kilka razy. Otóż są tu dwie rzeczy do wyjaśnienia: pierwsza i druga.

Po pierwsze, to nieprawda. Są takie browary, na przykład Waszczukowe, który swoim pilsem wygrał ostatnio KPR. Podejrzewam, że nie ma lepiej sprzedającego się piwa w ich portfolio, niż Janusz Moczywąs, laureat głównej nagrody.

Po drugie, konkurs to jeden z elementów, który ma budować wizerunek browaru, ale w dłuższej perspektywie. Przykład: świeżo nagrodzony noblista od razu sprzeda cały nakład ostatniej książki – to pewne. Ale nie to jest głównym zyskiem. Ważniejsze jest to, że stanie się bardziej rozpoznawalny na lata i będzie sprzedawał dużo więcej książek przez całe życie. To się nazywa budowanie marki w długim okresie. Nie myśl więc o tym, czy sprzeda się cały zapas tego co masz aktualnie na magazynie, tylko o tym kto usłyszy o browarze. Ile razy będzie wymieniony i gdzie. I o tym, czy ludzie po latach nadal będą o tym wspominać (patrz Janusz Moczywąs).

A tak jeszcze na koniec wymowne zdjęcie ze stoiska browaru Trzech Kumpli, który zgarnął mnóstwo nagród na Greater Poland. Poznańskie Targi Piwne, godzina 19:00:

Marketing to taki wynalazek, co go można nie lubić, ale znać trzeba

Słuszność miał mój kolega Adam Czogalla, gdy pisał o tym, że nie konkursy budują rozpoznawalność marki, ale zadbać o nią browar musi sam. Miał rację także w tej materii, że można by zrobić trochę więcej przy promowaniu zwycięzców konkursów w Polsce.

Nie mniej jednak uważam, że piłeczka zawsze będzie po stronie nagrodzonego browaru czy cydrowni. Konkurs to jest to narzędzie marketingowe. Dźwignia, której możesz użyć – jeśli tylko potrafisz. Nagroda na konkursie to wypasiona, kolorowa przynęta na ryby, którą dostaje się za free (minus opłata, o czym później). Wieszaj tę przynętę na swojej marketingowej wędce, producencie, i łów ile wlezie. To od ciebie zależy, na ile skutecznie będziesz się posługiwał i wędką, i przynętą.

Jeżeli organizatorzy konkursu zadbają o szeroką promocję nagrodzonych, to będzie tylko dodatkowy bonus.

To się nie opłaca

Nonsens. Przepraszam bardzo, proszę sobie odpalić Excela. Koszt wystawienia piwa do Greater Poland – 200 zł, w przypadku wystawców PTP – 0 zł. Cena zgłoszenia do KPR jest podobna.

A teraz polecam spróbować choć wstępnie oszacować, ile kosztowałaby taka promocja, jaką miał Janusz Moczywąs. I jak trudna byłaby do realizacji bez wygranej w KPR. W razie wątpliwości polecam podpytać agencję marketingową o koszty akcji wiralowych i marketingu szeptanego. Podejrzewam, że w przypadku browaru Waszczukowego było to najlepiej wydane 200 zł w ich historii.

Konkursy są słabo rozpoznawalne

… póki co. Jest to prawda. Jedynym szeroko rozpoznawalnym konkursem są Chmielaki Krasnostawskie (więcej o konkursach w Polsce w tym artykule). Ale organizowane są od dziesięcioleci! Konkursy w Polsce potrzebują czasu, żeby okrzepnąć oraz zainteresowania, by docierały daleko.

Prawda jest taka, że w Polsce dopiero budujemy rynek piwa i cydrów. Nie mamy nic. Nasze tradycje, nasza wiedza, kultura przedsiębiorczości – to wszystko zostało zaorane do spodu. Nie mamy kontynuacji tradycji piwnych, stylów, nie mamy fajnych kilkuset letnich browarów. Przy zwiedzaniu starych zakładów gdzieś w Belgii czy w Niemczech – łza się kręci w oku. Przecież u nas też warzono od zawsze. A co nam z tego zostało w XXI wieku? Garstka starych kapsli u birofilów? To jest smutek straszny.

A piwo i tak ma się lepiej, niż cydr, który nie ma kompletnie połączenia z niczym, z żadną przeszłością. Drzewo zostało ścięte i wykopano korzeń. Został dół.

Dziś musimy budować od zera. I jesteśmy na początku drogi. Budujemy naszą piwną i cydrową tożsamość. Tworzymy branżę od zera: rynek producentów, handlu i promocji. Potrwa to długi czas. Ale warto kibicować każdej pozytywnej inicjatywie. Takiej jak konkursy piwne.

A ponieważ przy ostatniej opinii ktoś miał wątpliwości, wyjaśniam: owszem, jestem do tego przekonany i tak właśnie sądzę.

Kategorie
Opinie

Komentarze

Podobne wpisy

  • konkurs piwa

    Dlaczego moje piwo nie wygrało w konkursie? – opinia

    Przemek Iwanek, sędzia i nie tylko Co roku setki piwowarów i browarów bierze udział w konkursach. Co roku ja sędziuję w kilku z nich. Co roku słyszę pytania: dlaczego...
  • Chodzi głównie o piwo – opinia

    Przemek Iwanek Nie ma to jak różnorodność w krafcie. Piwną rewolucję napędzają rzeczy nowe, niezwykłe i ciekawe. I za to wszyscy ją kochają. Pora do tego miodu dorzucić łyżkę...
  • Browary rzemieślnicze mają już 12% rynku? – opinia

    Przemek Iwanek Zaskakujący tytuł? Nie mniej, niż moje ostatnie znaleziska w odmętach Internetu. Dwa różne browary (a zapewne takich przypadków jest więcej) wypuściły ostatnio takie reklamy: „Doskonałe piwo rzemieślnicze...
  • Wielki, bezalkoholowy sen

    Przemek Iwanek Mendelejewowi przyśniła się tablica. Podobno Nicola Tesla we śnie wpadał na pomysły swoich wynalazków. King wyśnił Misery, Lovecraft Necronomicon, a Shelley – Frankensteina. Mi ostatnio przyśniło się...